Zajebisty film wczoraj na Chłodnej25 w ramach Kultury 2.0 – można go obejrzeć też w sieci: „GOOD COPY, BAD COPY”. Tematyka pozornie poważna (prawa autorskie, wielkie korporacje, kultura remiksu), ale podana bardzo zabawnie i ciekawie. To, co mnie szczególnie zafascynowało, to kompletnie rozbrajający brak barier w korzystaniu z mainstreamowych hitów przez DJów z Nigerii czy Brazylii. Takie zjawisko jak np. brazylijska scena Tecno Brega bazuje na tym, że producent bierze sobie kawałek – w filmie jest to „Crazy” Gnarls Barkley – i nie tyle, że go remixuje, ale jak brakuje mu odpowiednio bujającego basu, to go sobie sam dogrywa na jakimś keyboardzie, jak rytm jest za wolny to też dostosowuje go do tego, żeby potem panienki mogły ładnie kręcić tyłeczkiem – generalnie pełna kastomizacja kulturowa. Wszystko dzieje się bez odrobiny żenady, a kolesie, którzy to robią są lokalnymi guru. Potem te kawałki trafiają na płytę, ale działa ona tylko jako gadżet reklamowy – zarabia ich sprzedawca, a nie sam DJ. On zgarnia kasę na soundsystemowych imprezach, które są prawdziwym show. I nikt mnie nie przekona, że w tym momencie prawa autorskie powinny ukrócić tę globalną wzajemną mega-inspirację.

Druga dobra akcja, o której opowiedział Henrik Moltke – jeden z reżyserów „GCBC” – to projekt Free Beer. Free w sensie wolne, a nie darmowe. Najpierw miał to być żart grupy artystycznej Superflex, potem akcje podchwyciły lokalne i zagraniczne media, a teraz Free Beer rozprzestrzeniło się na cały świat. Chodzi o to, że na podstawie przepisu ze strony robisz w domu swoje własne piwo na licencji Creative Commons! Czyli w bardzo prakyczny sposób stosujesz licencje, nie do muzyki czy filmu, ale do czysto użytkowego produktu 🙂

fb

w pracy, do graficzki:  Just jabłko+zrób to.

O ile sobie dobrze przypominam, zawsze lubiłam warszawe i wkurzam się, gdy ludność przyjezdna mówi, jak tu brudno cuchnie i nieładnie. Narzekali i nadal narzekają, ale wciąż chcą tu żyć i pracować. No i dobrze. Warszawę mam we krwi do tego stopnia, że nie za wiele mnie w niej zaskakuje, czy szczególnie razi. Przyzwyczaiłam się. Dobrze jednak od czasu do czasu otrząsnąć się z tej stagnacji. Mam ostatnio przyjemność spotykać się z obcokrajowcami/artystami, którzy wpadają do warszawy na jeden lub kilka dni i naprawdę im się tu podoba. Oczywiście ich zachwyt jest dość banalny, bo koniecznie chcą zobaczyć Pałac i Palmę, co nie dziwi, bo są to dwa najbardziej absurdalne obiekty w naszym mieście (chociaż na dwóch różnych biegunach). Oraz oczywiście wszyscy niezmiennie pytają o Stadion, który ku ich rozczarowaniu, a mojemu szczęściu – już nie działa. Z innych miejsc warto pewnie pokazać Pragę, Nowy Świat i Krakowskie, kilka galerii, czy widok z BUWu – ale to takie klasyki z przewodnika. Dla nas oklepane, ale jednak dla ludzi z zagranicy atrakcyjne. Może właśnie to wszystko zaskakuje przez zbitkę nowoczesności (wieżowce w centrum – dla mnie symbol niepotrzebnej ambicji warszawy) z architekturą przedwojenna oraz tą z okresu komunizmu.

W sumie cały misz-masz dało by się obronić, gdyby nie jedna rzecz, która paskudzi ten wysmakowany urok warszawski. REKLAMY. Tak, wszyscy o nich wiemy, że jest ich za dużo, że są nieprzemyślane, że są wszędzie. „Stołeczna” śledzi te sprawę od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc przeszłam już z tym do porządku dziennego: reklamy są i nie za wiele da się z nimi zrobić, w sensie usunąć, czy zniszczyć. Z takiego myślenia wybiło mnie wczorajsze spotkanie w galerii IQ2016 zorganizowane przez stowarzyszenie MojeMiastoAwNim.pl. Polecam bardzo. Można tam pójść i obejrzeć slideshow z naprawdę najgorszych miejsc w warszawie zawalonych reklamami do wyrzygania, w tym nasze hity do odstrzału: budynek Cepelii w Centrum, DS Riviera, sex pawilony przy Jana Pawła, biały budynek należący do sgh oraz pub Dzika Gęś czyli róg batorego i niepodległości… ja bym dorzuciła jeszcze dużą część Woli, do której chyba nigdy się nie przekonam. Przykładów jest mnóstwo. Zakazać trzeba by było ponad połowy wielkoformatowych reklam, ale nie mniej ważne są te małe gówniane szyldy, bannery i inne ogłoszenia robione przez drobnych prywaciarzy i na chama wciskane na co drugim sklepiku czy zakładzie usługowym. Co najgorsze, dominuje w nich kolor żółty w połączeniu z czerwonym. Makabra i szok. Naprawdę byłabym za tym, aby powołać jakąś komisję ekpertów od estetyki (dizajnerzy, graficy itp), którzy ocenialiby każdą reklamę kierując się względami estetycznymi oraz jej dopasowaniem do otoczenia. Utopijna to wizja, ale cholera fajnie by było.

A dlaczego? Bardzo podoba mi się argumentacja stowarzyszenia MiastoMoje, która brzmi mniej więcej tak, że reklamy stanowią taki sam rodzaj emisji – w tym wypadku informacji – jak np. emisja spalin, czy wszelakiego smrodu. Jeśli jest tego za dużo, tworzy się chaos i brud, tracimy komfort życia. I nie ważne, że źródło tej emisji znajduje się na prywatnym terenie. Jeśli masz burdel na swoim podwórku, a do tego nie zamkniesz mordy na całą noc, to cierpią na tym również twoi sąsiedzi. Trzeba więc dbać o estetykę przestrzeni WSPÓLNEJ.

Niezłym szokiem są więc też zdjęcia znanych obiektów typu koloseum, wieża eiffla czy piramidy – z domontowanymi w photoshopie reklamami. Nagle te klasyczne, „zagraniczne” budynki robią się bardzo… polskie. Ale w negatywnym znaczeniu. Teraz już wiemy dlaczego. Nie wiem jakim cudem tak się dzieje, że inne metropolie dają radę funkcjonować w wizualnej czystości. To wszystko jest jakieś takie bardziej spójne, nawet jeśli na ulicach są tłumy ludzi, sklepów czy budynkó o różnorodnej architekturze. To wszystko jakoś gra i ŻYJE. A u nas jednak czasem straszy…

Zastanawiam się skąd u nas tyle cynizmu jeśli chodzi o śluby. U mnie i u kilku moich znajomych. Czy żyjemy w jakiejś bańce singli, które nigdy nie założą obrączek, mimo że MOŻE w duchu tego pragną? Ale wydaje się to tak nierealne, że aż oczywistym jest, że się nigdy nie wydarzy. Serio. Gdzieś na boku wyobraźni mam taką myśl: jak będę dorosła (??) to będę miała bogatego męża i objedziemy razem cały świat. Dziecko też będzie. Ale kiedy? Przecież to powinno dziać się teraz, zaraz!

Co jakiś czas dostaję smsy od znajomych z liceum o kolejnym ślubie, czasem są już dzieci. Czemu bierzecie te śluby kościelne?! Naprawdę wierzycie w Boga i w białą suknię? Nie wiem, jak można marzyć o białej sukni. To jest największa na świecie klisza, wciskana kobietom, jako najwspanialsza kreacja ich życia. Gee, jeśli już suknia, to czarna. I po co mi tyle ludzi na ślubie, po co mi ta tłumna radość i ryż rzucony w niebo? Po co to halo. Naprawdę, tyle stresów, tyle planowania, tyle wydatków… to jest dla mnie takie sztuczne, napuszone, wystawne dla pokazu. Ciekawe czy kiedyś mi się zdarzy i w jakiej formie…

Ślub kościelny to chyba jedna z największych uległości i złudzeń, jakim poddają się ateiści lub osoby niby-wierzące (we własnego boga np). Bo co rodzina powie. To jest takie nieżyciowe… Ale jeśli nie taki ślub to jaki? Bo przed urzędnikiem to też jakoś słabo… Oczywiście prawnie się opłaca, ale przecież nie o to powinno chodzić w MIŁOŚCI, nie?

Ciekawe jak długo utrzyma się ten cynizm, to kwesta zazdrości czy kurcze nie wiem czego… hmm.

reasumując:

* 2 listopada (piątek) 19h – Janek Simon w Witrynie

* 6 listopada (wtorek) 18h – Kultura 2.0 na Chłodnej 25

* 6 listopada (wtorek) 19h – DIK w Comme des Garcons

* 8 listopada (czwartek) 20.30h – Plankton na Chłodnej 25

* 9 listopada (piątek) 19h – Polski Neon w PKiN

* 11 listopada (niedziela) 19h – Nosowska w Hybrydach (a potem, jak starczy czasu, na Budynia do PZO)

…szczegóły poniżej…

ZAPROSZENIE – Nosowska

 

KONCERT PROMUJĄCY PŁYTĘ UniSexBlues 

Klub Hybrydy, ul. Złota 7/9
Wejście od godz. 18.00, start godz. 19.00

Ceny biletów:
W przedsprzedaży: 30 zł
W dniu koncertu: 35 zł

Punkty sprzedaży:
Biuro Klubu Proxima, ul. Żwirki i Wigury 99a
Bileteria, ul. Jasna 1 (Bank BPH)
Shortcut, ul. Bracka 25

ZAPROSZENIE – Polski Neon

neon

ZAPROSZENIE – Plankton

plankton

ZAPROSZENIE – DIK 6

ARTY-FARTY – polscy artyści o homoseksualizmie.

Czołówka polskich artystów – Wilhelm Sasnal, Rafał Bujnowski,
Zbigniew Libera, Artur Żmijewski, Edward Dwurnik, Oskar Dawicki i
Paweł Kruk – opowiada w najnowszym numerze DIK Fagazine o facetach,
młodości, dzieciach, kobietach i homoseksualizmie.

To już szósty numer artystycznego magazynu założonego i
prowadzonego przez Karola Radziszewskiego. Tym razem DIK Fagazine w
całości poświęcony jest gwiazdom polskiej sztuki współczesnej.
Autorzy wywiadów, m.in. sam naczelny – Karol Radziszewski, a także
Sławek Belina, Jarosław Topolewski i Paweł Kubara, pytają
zaproszonych rozmówców o męskość, młodość, kosmetyki oraz
wizerunek polskiego mężczyzny.
Starannie zaprojektowany przez Monikę Zawadzką DIK Fagazine
wzbogacają m.in. niepublikowane wcześniej rysunki Zbigniewa Libery,
które wykonał przygotowując projekt Universal Penis Expander, czy
ptaki Filipa Pągowskiego, światowej sławy grafika, który ma na
swoim koncie m.in. zlecenia dla japońskiego domu mody Comme des
Garcons i tygodnika New Yorker. W magazynie także dokumentacja
projektu Pawła Althamera „Baloon”. Specjalnie dla DIKa swoje
prace wybrali Rafał Bujnowski, Artur Żmijewski i Wilhelm Sasnal,
którego obraz zdobi okładkę numeru. W nietypowej roli modela
wystąpił prawdopodobnie najlepiej ubrany polski artysta – Edward
Dwurnik. Zrealizowana w pracowni artysty sesja odbyła się we
współpracy z Comme des Garcons Guerrilla Store. Artystów
sfotografował Kuba Dąbrowski. Numer, jak zwykle, zamyka komiks –
tym razem Przemek Truściński demaskuje polski show business.
Najnowszy numer DIK Fagazine zaprezentowany będzie 6 listopada
(wtorek) w Comme des Garcons Guerrilla Store przy ulicy Koszykowej 1
w Warszawie, początek o godz. 19:00.
Wydarzeniu towarzyszyć będzie
wystawa prac artystów związanych z DIK Fagazine. Zobaczyć będzie
można m.in. fotografie Kuby Dąbrowskiego, pokaz grafiki Moniki
Zawadzkiej oraz mural Karola Radziszewskiego.

DIK Fagazine jest pierwszym i jedynym magazynem artystycznym o
męskości i homoseksualizmie, skoncentrowanym na Europie Środkowo-
Wschodniej. Pomysłodawcą, wydawcą oraz redaktorem naczelnym jest
artysta Karol Radziszewski. Periodyk ukazuje się od 2005 roku –
dwujęzyczny, polsko-angielski, dystrybuowany w kilkunastu krajach
świata. Sieć sprzedaży obejmuje wyselekcjonowane księgarnie,
galerie i concept-story. Magazyn zdominowany jest przez wywiady z
wyjątkowymi osobowościami oraz reportaże. DIK Fagazine wypełnia
sztuka – fotografia, komiks, rysunki. Każdy numer stanowi spójną,
rozwiniętą koncepcję artystyczną.

dik

good copy, bad copy

« Poprzednia stronaNastępna strona »


  • nie działają mi tu widgety - help anyone?!

    Dexter

  • Lipiec 2017
    Pon W Śr C Pt S N
    « List    
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31