O ile sobie dobrze przypominam, zawsze lubiłam warszawe i wkurzam się, gdy ludność przyjezdna mówi, jak tu brudno cuchnie i nieładnie. Narzekali i nadal narzekają, ale wciąż chcą tu żyć i pracować. No i dobrze. Warszawę mam we krwi do tego stopnia, że nie za wiele mnie w niej zaskakuje, czy szczególnie razi. Przyzwyczaiłam się. Dobrze jednak od czasu do czasu otrząsnąć się z tej stagnacji. Mam ostatnio przyjemność spotykać się z obcokrajowcami/artystami, którzy wpadają do warszawy na jeden lub kilka dni i naprawdę im się tu podoba. Oczywiście ich zachwyt jest dość banalny, bo koniecznie chcą zobaczyć Pałac i Palmę, co nie dziwi, bo są to dwa najbardziej absurdalne obiekty w naszym mieście (chociaż na dwóch różnych biegunach). Oraz oczywiście wszyscy niezmiennie pytają o Stadion, który ku ich rozczarowaniu, a mojemu szczęściu – już nie działa. Z innych miejsc warto pewnie pokazać Pragę, Nowy Świat i Krakowskie, kilka galerii, czy widok z BUWu – ale to takie klasyki z przewodnika. Dla nas oklepane, ale jednak dla ludzi z zagranicy atrakcyjne. Może właśnie to wszystko zaskakuje przez zbitkę nowoczesności (wieżowce w centrum – dla mnie symbol niepotrzebnej ambicji warszawy) z architekturą przedwojenna oraz tą z okresu komunizmu.

W sumie cały misz-masz dało by się obronić, gdyby nie jedna rzecz, która paskudzi ten wysmakowany urok warszawski. REKLAMY. Tak, wszyscy o nich wiemy, że jest ich za dużo, że są nieprzemyślane, że są wszędzie. „Stołeczna” śledzi te sprawę od dłuższego czasu. Szczerze mówiąc przeszłam już z tym do porządku dziennego: reklamy są i nie za wiele da się z nimi zrobić, w sensie usunąć, czy zniszczyć. Z takiego myślenia wybiło mnie wczorajsze spotkanie w galerii IQ2016 zorganizowane przez stowarzyszenie MojeMiastoAwNim.pl. Polecam bardzo. Można tam pójść i obejrzeć slideshow z naprawdę najgorszych miejsc w warszawie zawalonych reklamami do wyrzygania, w tym nasze hity do odstrzału: budynek Cepelii w Centrum, DS Riviera, sex pawilony przy Jana Pawła, biały budynek należący do sgh oraz pub Dzika Gęś czyli róg batorego i niepodległości… ja bym dorzuciła jeszcze dużą część Woli, do której chyba nigdy się nie przekonam. Przykładów jest mnóstwo. Zakazać trzeba by było ponad połowy wielkoformatowych reklam, ale nie mniej ważne są te małe gówniane szyldy, bannery i inne ogłoszenia robione przez drobnych prywaciarzy i na chama wciskane na co drugim sklepiku czy zakładzie usługowym. Co najgorsze, dominuje w nich kolor żółty w połączeniu z czerwonym. Makabra i szok. Naprawdę byłabym za tym, aby powołać jakąś komisję ekpertów od estetyki (dizajnerzy, graficy itp), którzy ocenialiby każdą reklamę kierując się względami estetycznymi oraz jej dopasowaniem do otoczenia. Utopijna to wizja, ale cholera fajnie by było.

A dlaczego? Bardzo podoba mi się argumentacja stowarzyszenia MiastoMoje, która brzmi mniej więcej tak, że reklamy stanowią taki sam rodzaj emisji – w tym wypadku informacji – jak np. emisja spalin, czy wszelakiego smrodu. Jeśli jest tego za dużo, tworzy się chaos i brud, tracimy komfort życia. I nie ważne, że źródło tej emisji znajduje się na prywatnym terenie. Jeśli masz burdel na swoim podwórku, a do tego nie zamkniesz mordy na całą noc, to cierpią na tym również twoi sąsiedzi. Trzeba więc dbać o estetykę przestrzeni WSPÓLNEJ.

Niezłym szokiem są więc też zdjęcia znanych obiektów typu koloseum, wieża eiffla czy piramidy – z domontowanymi w photoshopie reklamami. Nagle te klasyczne, „zagraniczne” budynki robią się bardzo… polskie. Ale w negatywnym znaczeniu. Teraz już wiemy dlaczego. Nie wiem jakim cudem tak się dzieje, że inne metropolie dają radę funkcjonować w wizualnej czystości. To wszystko jest jakieś takie bardziej spójne, nawet jeśli na ulicach są tłumy ludzi, sklepów czy budynkó o różnorodnej architekturze. To wszystko jakoś gra i ŻYJE. A u nas jednak czasem straszy…

Reklamy

  1. prin

    ta, zabierz mi chleb.

    a z ta komisja to pojechalas czystym totalitaryzmem. rozumiem, ze margaryna wielkosci Riviery moze przerazac, ale czy to powod zeby wprowadzac estetyczna cenzure?

  2. cotamagat

    Czy ja mam taka wladze, zeby zabrac Ci chleb?? jasne, komisja to brzmi totalitarnie i sama nie wyobrazam sobie, jakby to mozna bylo przeprowadzic w praktyce. ale sa takie pomysly, ktorych nie da sie rozsadnie wyjasnic, a jednak intuicyjnie czuejsz ze sa dobre. mysle, ze wobec estetycznego bezguscia osob decyzyjnych w naszym miescie ktos powinien czasem pokierowac ich gustami. to nie jest cenzura 😛

  3. Jako kapitalista uważam, że znacznie lepiej, kiedy pieniądze koncernów wydawane na reklamę idę na remonty, niż na reklamy w TV, prasie czy radiu. To jest dodatkowy przypływ gotówki dla spółdzielni, właścicieli kamienic itd. Miasta i nas jeszcze nie stać na to by przebierać w źródłach dochodu. To trochę jak z walką z bezrobociem: ludzie bogaci to oligarchowie, ucieleśnienie zła – ale jak sprywatyzować państwowe firmy, tak by nie poszły w ręce obcokrajowców, jak likwidować bezrobocie bez olbrzymich prywatnych inwestycji. Wilk syty i owca cała??
    Jako „filozof kultury” to podpisuję się rękami i nogami za powtórnym obnażeniem polskiej architektury! 🙂
    Komisja a autorytaryzm? Tego nie kumam!




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s



%d blogerów lubi to: