
Obejrzeliśmy wczoraj z Martą, Michałem i Marcinem nowe dvd Justina z koncertu w Madison Square Garden. Właściwie nie muszę tego specjalnie komentować, mogę jedynie powtórzyć za Martą, że gdyby jakiś facet chciał nas wtedy mieć, to nie miałby z tym specjalnych problemów. Justin jest bogiem, 99% Madisonu w sekundę wskoczyłoby do jego łóżka, gdyby tylko kiwnął palcem. 99% Madisonu zrobiłoby kupę gdyby tylko im kazał. Słodki i profesjonalny jednocześnie – czego więcej trzeba? Niech tylko się nie odzywa, niech tylko kręci tyłeczkiem. Bo te teksty w stylu: New York, r u having fun? – są naprawdę zbędne. Przy okazji odkryliśmy, że naprawdę ma dużego…
Myślę sobie, że jeśli jesteś takim Justinem, mieszkasz w Stanach, twoja praca jest twoja pasją, masz kasę, sex i sławę… to naprawdę niczego więcej nie trzeba – a przede wszystkim nie trzeba się nad niczym głębszym i ambitniejszym zastanawiać. Nie ma co się dołować, intelektualnie wkręcać i szukać problemów. Bo po co? Wystarczy tylko być jak dziecko w najszczęśliwszej bajce.

No Comments Yet