Zastanawiam się skąd u nas tyle cynizmu jeśli chodzi o śluby. U mnie i u kilku moich znajomych. Czy żyjemy w jakiejś bańce singli, które nigdy nie założą obrączek, mimo że MOŻE w duchu tego pragną? Ale wydaje się to tak nierealne, że aż oczywistym jest, że się nigdy nie wydarzy. Serio. Gdzieś na boku wyobraźni mam taką myśl: jak będę dorosła (??) to będę miała bogatego męża i objedziemy razem cały świat. Dziecko też będzie. Ale kiedy? Przecież to powinno dziać się teraz, zaraz!
Co jakiś czas dostaję smsy od znajomych z liceum o kolejnym ślubie, czasem są już dzieci. Czemu bierzecie te śluby kościelne?! Naprawdę wierzycie w Boga i w białą suknię? Nie wiem, jak można marzyć o białej sukni. To jest największa na świecie klisza, wciskana kobietom, jako najwspanialsza kreacja ich życia. Gee, jeśli już suknia, to czarna. I po co mi tyle ludzi na ślubie, po co mi ta tłumna radość i ryż rzucony w niebo? Po co to halo. Naprawdę, tyle stresów, tyle planowania, tyle wydatków… to jest dla mnie takie sztuczne, napuszone, wystawne dla pokazu. Ciekawe czy kiedyś mi się zdarzy i w jakiej formie…
Ślub kościelny to chyba jedna z największych uległości i złudzeń, jakim poddają się ateiści lub osoby niby-wierzące (we własnego boga np). Bo co rodzina powie. To jest takie nieżyciowe… Ale jeśli nie taki ślub to jaki? Bo przed urzędnikiem to też jakoś słabo… Oczywiście prawnie się opłaca, ale przecież nie o to powinno chodzić w MIŁOŚCI, nie?
Ciekawe jak długo utrzyma się ten cynizm, to kwesta zazdrości czy kurcze nie wiem czego… hmm.

listopad 4, 2007 at 2:42 pm
…przecież nie o to powinno chodzić w miłości! Jeśli nie o to, to z pewnością o coś. Ale o co? Podczas jednego z ostatnich spotkań ze studentami, spytałem się ich dlaczego chodzą do muzeów. Najprecyzyjniejsza odpowiedź związana była z doświadczeniem estetycznym. Ale czym jest to doświadczenie?? O wiele łatwiej wypadła próba zrozumienia dlaczego na wystawie impresjonistów było tak dużo widzów… bo reklama, bo skoro dużo osób idzie to warto itd. Podobnie jest z tą miłością. Jakiej miłości nie chcemy najczęściej wiemy, ale o co nam „chodzi” najczęściej trudno jest nam zdefiniować…
Między przed i po pojawia się znacząca różnica. Czy więcej wstrzemięźliwości oznacza więcej sensu??
Jeśli spojrzymy na ślub jako na rytuał przejścia z nocą poślubną!!! To wszystko wydaje się bardziej sensowne!
listopad 4, 2007 at 6:53 pm
ślub to rzygi! cynizm do potegi, a on i tka bedzie ja bil, zdradzal i sie rozwioda
listopad 5, 2007 at 2:54 pm
Jasne, rytuał przejścia spoko, tylko w jakiej formie? I dlaczego, mimo rozpasanego wśród młodych indywidualimu, wszyscy zgodnie decydują się, a nawet pragną identycznego schematu w kwestii najbardziej intymnej, najpieknięjszej i prywatnej ?? o to mi biega…
listopad 5, 2007 at 4:00 pm
ja tez tylko w czarnej sukni.